Chodzi o rozbiórkę torowiska przy bocznicy kolejowej prowadzącej do nieistniejących już zakładów NZPS Podhale.
Na początku czerwca Urząd Miasta zamieścił ogłoszenie w internecie iż poszukuje chętnego do rozbiórki torowiska, urządzeń bocznicy, wywiezienia i złomowania tychże oraz uprzątnięcia terenu. Zgłosiło się czterech wykonawców, którzy mieli zamiar podjąć się tego zadania oferując miastu w zamian określoną kwotę.
- Złożyli oferty, to był taki taki mini przetarg i wybrano najlepszą ofertę firmy nowotarskiej, a ta - przystąpiła do rozbiórki - wyjaśniał radnym podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej, Przestrzennej i Inwestycji Jakobiszyn Janusz. - W ubiegły poniedziałek zaistniała taka sytuacja, że wykonawca zaczął wybierać podsypkę spod torów i wywozić ją, co nie było przedmiotem umowy - dodał naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Planowania Przestrzennego nowotarskiego UM.
O wywożeniu materiału powiadomili urzędników, radnych i media - świadkowie.
Jak mówił naczelnik Jakobiszyn "dokonano szczegółowych pomiarów i wyliczono, że z jednego toru wybrano materiał na odcinku 189 metrów, podsypka miała szerokość 3,2 m i głębokość pół metra. Drugi tor to 195 m, na 3,2 i pół metra w głąb".
Uwaga, że cała sytuacja to efekt braku kontroli ze strony Urzędu Miasta - zirytowała naczelnika. - Jak to nie ma kontroli, jestem tam dwa razy w tygodniu. Cały czas jest kontrola - przekonywał.
- Wywieziono ponad 620 metrów sześciennych materiału, czyli kilkadziesiąt wywrotek, dopiero od mieszkańców dowiadujemy się o wywożeniu kruszcu, a pan mówi, że jest kontrola - dziwił się radny Janusz Tarnowski.
Według wyjaśnień urzędnika - koszty rozbiórki torów oraz zarobek na złomie biegły oszacował na około 50 tys. zł.
- Ta firma zaoferowała miastu, że zapłaci 55 tys zł, wzięła urządzenia i jeszcze kruszywo jako bonus? - dopytywał radny Grzegorz Watycha.
- Chciała sobie wziąć - prostował naczelnik i dodał, że gdy na torowisku pojawili się urzędnicy w towarzystwie Straży Miejskiej wywóz materiału wstrzymano, wykonawca uznał swój błąd i zapytał o możliwość renegocjowania umowy, poszerzając zakres prac o kruszywo - na co Miasto się nie zgodziło.
Przewodniczący Rady Miasta Michał Glonek chciał mieć pewność, że zawarty w umowie zakres prac był jasno sformułowany. Naczelnik przytoczył dosłownie, iż mowa była o "rozbiórce bocznicy kolejowej, wywiezieniu i zagospodarowaniu elementów pochodzących z rozbiórki, uporządkowaniu terenu, ułożeniu kozła oporowego z szyn". - Na jakiej podstawie twierdzicie, że dokonano zaboru mienia? Tłuczeń to przecież coś, co zostało tam przyniesione. Więc ten zapis można tak interpretować, że wykonawca może materiał będący częścią torowiska wywieźć - zastanawiał się radny Glonek.
Ta uwaga także zdenerwowała naczelnika Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Planowania Przestrzennego: - Skoro dwie strony umowy uznały, że doszło do błędu, że umowa nie obejmowała wywozu kruszywa, że wykonawca zrobił źle, to dlaczego pan uważa, że firma mogła to tak zrozumieć?
- Wykonawca zrobił to poza umową, zgłosił wniosek o zaneksowanie umowy, ale się przyznał. Ja tu nie widzę żadnych wątpliwości. Jak państwo macie wątpliwości to proszę je zgłosić do RIO - mówił Janusz Jakobiszyn.
Radni nie zareagowali na tę ostatnią uwagę. Przewodniczący Rady Miasta zadał inne pytanie: - Dlaczego nie łączy się faktów i wydarzeń? Mówimy o budowie tam ścieżek rowerowych i tam jest budulec na te ścieżki. Trzeba to połączyć. - To brak koordynacji działań - poparł go radny Jacenty Rajski. - Powinno być tak, że osoba stojąca nad wydziałami wie co robią te wydziały. A tu nie ma przepływu informacji. Gdyby ludzie nie zauważyli, to wywieźliby wszystko.
Pojawiła się też propozycja, by firmie którą zobowiązano do oddania kruszywa - nakazać przywiezienie materiału na miejsce budowy ścieżki rowerowej.
Radni mieli także uwago do pracy wiceburmistrza Jana Kolasy. Zarzucono mu, że o tygodniu od ujawnienia sytuacji powinien mieć większą wiedzę na temat zdarzenia i nie operować "zasłyszanymi informacjami".
- Gdybym ja się dowiedział, że doszło do kradzieży mienia miasta, to byłbym od razu na miejscu zdarzenia. Pan tam nawet nie był, nie wie pan co się tam stało. To było tydzień temu i nie wie pan nic więcej, niż to co było w zgłoszeniu? To świadczy o pana zaangażowaniu - mówił Andrzej Rajski. - Dopiero dziś rozmawiałem z naczelnikiem Jakobiszynem, wcześniej nie miałem możliwości skontaktowania się z nim. Ale ja wiem, że tę sprawę załatwię rzetelnie - bronił się wiceburmistrz.
Radni chcieli też wiedzieć, czy w związku z podejrzeniem próby kradzieży powiadomiono o tym fakcie policję. Wiceburmistrz najpierw zapytał radnych, czy "panowie prowadzicie tu dochodzenie?", a potem dodał, że policja nie jest potrzebna w sytuacji, gdy doszło jedynie do nieporozumienia.
Wiceburmistrza Kolasę poparł naczelnik Jakobiszyn mówiąc, że "nie można traktować każdego jak przestępcę, skoro doszło do popełnienia błędu, a sprawca się przyznał i zobowiązał do naprawienia szkody". W obecności radcy prawnego firmę zobowiązano, że do 15 września naprawi wyrządzoną szkodę i "przywróci stan pierwotny" torowiska.
Część radnych nie jest przekonana argumentacją urzędników i zapowiada złożenie oświadczenia podczas czwartkowej sesji Rady Miasta.
Sabina Palka / zdj. Piotr Twardowski
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas






























